Mary wpatrywała się w pistolet. Gapiła się na pistolet.

Potrzebujesz faceta.

– Wścieklizna. Szkoda, to był piękny pies.
nie jest kompletną idiotką – wątek Avalon wydaje się interesujący. Wezmę go pod uwagę.
Luke pobladł, ale kiwnął przytomnie głową.
interesie zarówno dziecka, jak i miasta. W gruncie rzeczy skoncentrujemy się na dwóch
numer telefonu z powodu anonimowych prześladowań. Chciał też, żeby policja zapewniła
– Zeszłego lata. Zatrudniliśmy ją w sierpniu. Szczerze mówiąc, już straciliśmy nadzieję
– Danny nie pozwalał mi ich zatrzymać. Martwił się, że pokazując je, i tak zawodzi
jej zdziwieniu zarumienił się ze wstydu.
- Daj spokój! Mitz może zadzwonić w każdej chwili i wtedy trzeba będzie
Seattle i wszedł na pokład samolotu. Jego młodsza córka wracała następnego dnia do
przeprowadzić wywiad, skazany morderca zaczekał, aż zamkną ich samych
z powrotem do jej brzucha.
– Bo był cool, w porządku?
Quincy myślał o nieco innym poziomie bezpieczeństwa, ale w końcu nie

    
molo wyglądało zupełnie inaczej. Owszem, wyczuwało się atmosferę lunaparku, ale nie było

– I co jej powiedziała ta cała doktor Phyllis?
pod drzwiami.
Jego niepokój narastał. Z najwyższym trudem panował nad sobą.
Odnalazł kierowcę autobusu, w którym, jak sądził, widział Jennifer. Kierowca, kobieta
żwirowej ścieżki.
Mamy prawie 21 lat.
A może to halucynacje? Efekt proszka nasennego?
– Czasy się zmieniają.
jakby ta część miasteczka rozpaczliwie czepiała się wspomnień o lepszej przeszłości.
Połączono go stosunkowo szybko – trafił na jego pocztę głosową. Zostawił wiadomość,
Zbieg okoliczności?
Na wszelki wypadek, gdyby ktoś mnie obserwował.
balustradami, trzeci z oknami mansardowymi w spadzistym dachu. Biała farba poszarzała, zaczęła się kruszyć i łuszczyć. Wysokie, czarne okiennice, kiedyś błyszczące, teraz zmatowiałe, wypalone bezlitosnym słońcem Georgii, przekrzywiły się żałośnie. Nikt już nie dopieszczał żywopłotów, które wybujały i rozrosły się, mimo zabiegów zatrudnionego na stałe ogrodnika. Tam, gdzie kiedyś odbywały się przyjęcia i słychać było śmiech i radość, teraz panowały cisza i cień, duchy i zjawy, tragedia i kłamstwa. Mieszkały tu już tylko matka i siostra Caitlyn. Było też oczywiście trochę służby i na szczęście wciąż mieszkała tu Lucille Vasquez. Caitlyn mogła zrozumieć, czemu matka tu została - mieszkała w tym domu od czterdziestu lat - ale nie mogła pojąć, dlaczego jej najmłodsza siostra zdecydowała się zamieszkać w tym grobowcu. Hannah miała dwa-dzieścia sześć lat, powinna spotykać się z ludźmi, mieć własny dom, a nie gnić w tym ogromnym, rozkładającym się symbolu starego Południa. Ale Hannah zawsze była trochę dziwna, inna, oderwana od rzeczywistości. Tak jak ty? Caitlyn zignorowała ten irytujący głos i zatrzymała się pod domem. Serce jej zamarło. Czarny range rover Troya stał w popołudniowym cieniu obok cadillaca matki. A więc był szybszy. Popędził tu pewnie, jak tylko skończył to swoje ważne spotkanie. A ona miała nadzieję, że sama opowie o tym co się stało. Cholera! Wysiadła z lexusa. W powietrzu unosiła się woń kwitnącego wiciokrzewu. Łagodny wiatr przyniósł ściszone głosy i słaby zapach dymu z papierosa. - ...zawsze jakieś kłopoty... od czasu tego wypadku... nie może dojść do siebie... - Cichy, spokojny głos matki. Caitlyn zesztywniała. Więc rozmawiali o niej. Znowu. Chociaż dzisiaj akurat było to pewnie usprawiedliwione. - Potrzebuje pomocy. - Usłyszała głos Troya i brzęk kostek lodu. - Prawdziwej pomocy. - Myślałam, że po śmierci Jamie... chodziła do jakiegoś lekarza... O Boże, kłopoty nigdy się nie kończą... bliźniaczki zawsze... - Głos matki był teraz mniej wyraźny, jakby odwróciła się w drugą stronę. - ...nie wiedziałam, co robić... delikatne dziewczynki, nie takie silne jak reszta dzieci... czasami trudno być matką. Caitlyn zatrzęsła się z oburzenia. Dlaczego wszyscy obchodzą się z nią jak z jajkiem?! Owszem, była delikatna i załamała się po wypadku, a potem znów po śmierci dziecka, ale kto by się nie załamał? Zanurkowała pod pergolą obrośniętą powojnikami i wbiegła po dwóch kamiennych schodkach na ganek z tyłu domu. Rozmowa ucichła. Matka siedziała tyłem do schodów, przy stole ze szklanym blatem. Małymi łykami piła herbatę z lodem i wachlowała się ręką. Ubrana była jak na popołudniową herbatkę, miała na sobie długą cienką spódnicę, wzorzystą bluzkę, wypolerowane czółenka i sznur pereł. Troy stał i palił papierosa, oparł się biodrem o balustradę i patrzył na kolibry uwijające się wśród pachnących kwiatów wiciokrzewu, twarz miał ponurą jak grabarz. Przez uchylone okno Caitlyn dostrzegła Lucille, pokojówkę matki. Lucille wychowała tutaj swoją córkę, Martę. Dawno temu Marta, Kelly i Caitlyn bawiły się razem. - Caitlyn! - przywitał ją Troy, wyraźnie próbując zmienić temat rozmowy i ostrzec matkę, że właśnie przyjechało jej trudne dziecko. - Myślałam, że masz ważne spotkanie - odpowiedziała Caitlyn. - Bo miałem. Ważne, ale krótkie.
Ze względu na nią. Na Bentza. Na dziecko.

©2019 www.insanit.ten-zmieniac.ostroleka.pl - Split Template by One Page Love